Sejmowa Komisja Edukacji i Nauki przegłosowała rozwiązanie, które pozwoli na zatrudnianie w przedszkolach osób niemających kwalifikacji nauczycielskich – nie tylko do zajęć dodatkowych, ale również do realizacji podstawy programowej. Choć zmiana ma obowiązywać „jedynie” od 1 września 2025 do 31 sierpnia 2027 r., skutki mogą być odczuwalne znacznie dłużej.
Co to oznacza w praktyce?
Dzieci w wieku 3–6 lat, w kluczowym okresie rozwoju, mogą trafić pod opiekę osób bez przygotowania pedagogicznego, za to z „odpowiednim przygotowaniem uznanym przez dyrektora”.
Standardy edukacyjne i wychowawcze zostają obniżone na poziomie systemowym – mimo że prawo do nauczania w przedszkolu nadal wymaga kwalifikacji.
Problem deficytu kadry próbuje się rozwiązać obejściem wymagań, zamiast poprawą warunków pracy nauczycieli wychowania przedszkolnego.
Z czego wynika brak nauczycieli?
Nie z braku kadr. Według danych i głosu środowiska – wykwalifikowani pedagodzy są, ale masowo odchodzą lub nie podejmują pracy w zawodzie. Powód? Niskie zarobki, przeciążenie obowiązkami, brak uznania dla pracy, która nadal bywa traktowana jak „opieka”, a nie pełnoprawny etap edukacji.
Jak słusznie zauważyła dr Zuzanna Jastrzębska-Krajewska:
„Nawet klocki i dywan w przedszkolu muszą mieć atest. A teraz – nawet przejściowo – dopuszcza się pracę z dziećmi osób bez przygotowania pedagogicznego?”
Zamiast prowizorycznych „bezpieczników” i uznaniowego oceniania przygotowania do pracy z dziećmi, potrzebujemy:
realnych działań zatrzymujących odpływ nauczycieli,
zwiększenia prestiżu i wynagrodzeń w wychowaniu przedszkolnym,
strategii długofalowej, a nie doraźnego łatania systemu kosztem dzieci.
Przedszkole to nie przechowalnia – to fundament całej dalszej nauki.
———–